Wywiady

Samochody i fotografia. Jak połączyć dwie pasje? Wywiad z Filipem Blankiem

Krzysztof Basel / 31.12.2021

Fotografia i motoryzacja to jego wielkie, życiowe pasje. Słynie z lifestylowych kadrów, które nie są tylko suchymi, bezdusznymi, idealnymi technicznie zdjęciami. Jego twórczość pokazuje samochody w niezwykłych lokalizacjach, w naturalny sposób, często z interesującą historią w tle. Filip Blank zdradził nam sekrety swojej pracy. 

Filip Blank to jeden z najlepszych polskich fotografów motoryzacji. Swoimi zdjęciami opowiada ich historie, pokazuje, emocje, niezwykłe lokalizacje. Mój rozmówca pracuje zarówno dla najważniejszych mediów motoryzacyjnych w Polsce i za granicą, jak i wykonuje sesje dla producentów samochodów oraz dealerów. Rozmawialiśmy o tym, jak łączy swoje dwie pasje z zarabianiem na życie, jak i dokładnie wygląda praca fotografa motoryzacji, jakie są największe wyzwania jak oraz plusy życia w takim stylu, a także, dlaczego od samego początku swojej przygody z fotografią, Filip korzysta ze sprzętów marki Canon.

Wywiad jest spisaną formą mojej rozmowy w ramach Canon Cafe Live, który można obejrzeć na profilu Canon Polska.

W torbie Filipa Blanka:

Canon EOS R5

Kup teraz
Fotoforma

Canon RF 50 mm f/1.2

Kup teraz
Fotoforma

Canon EF 35 mm f/2 IS USM

Kup teraz
Fotoforma

Canon EF 85 mm f/1.4L IS USM

Kup teraz
Fotoforma

Filip Blank — wywiad

Na swoim zdjęciu profilowym na Instagramie pozujesz razem ze swoim synkiem oraz pięknym Mercedesem W124 coupé. Ten wóz to dla ciebie coś więcej niż tylko jeden z samochodów, który sfotografowałeś.

Szczególny na wiele sposobów! To jest nasz rodzinny wóz, co już samo w sobie jest niecodzienne, bo to coupé. Poza tym to po prostu wyśniony samochód, o którym marzyłem bardzo długo. Trafiłem na ten model jeszcze przed narodzeniem naszego synka Johana. Zacząłem wtedy wątpić, czy jednak klasyczny samochód to nie będzie dobre rozwiązanie na pierwsze rodzinne auto, ale moja wspaniała żona przekonała mnie jednak do tego pomysłu.

Jak to zrobiła?

Powiedziała, że kiedy mój syn zapyta, czym przyjechałem po niego do szpitala, to czy będę chciał powiedzieć, że to był zwykły nieistotny samochód czy klasyk, o którym marzyłem? Kupiliśmy i to była dobra decyzja!

Wyjątkowych samochodów w twoim życiu jest jednak dużo więcej. Co było pierwsze? Samochody czy aparaty?

Wszystko zaczęło się od samochodów, bo pamiętam, że jako dziecko zbierałem resoraki i różne modele samochodów. Miałem to szczęście, że często byłem u dziadków w Niemczech, którzy mnie obdarowywali różnymi fajnymi modelami, niedostępnymi wtedy w Polsce. Potem kiedy dorastałem, zacząłem kolekcjonować magazyny i interesować się bardziej technicznymi aspektami motoryzacji.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank

Kiedy do samochodów dołączyła pasja do fotografii?

Dużo później. Po maturze wyjechałem do Londynu. Nie wiedziałem, co chcę robić w życiu i nie chciałem iść na studia „na siłę”. Pojechałem do Anglii, aby się usamodzielnić i zobaczyć, co tak naprawdę chcę robić w życiu. To tam zdecydowałem, że chcę być fotografem i zrozumiałem też, że mogę z tego żyć. To tam pierwszy raz zobaczyłem możliwości, których nie widziałem do tej pory w Polsce.

Pamiętam pewną sytuację, która miała potem wpływ na resztę mojego życia. Mój kuzyn wyrwał z magazynu kilka stron artykułu, który opowiadał o fotografie robiącym zdjęcia podczas „Volvo Ocean Race”. Jego kadry zapadły mi w pamięć. To była piękna historia, która mnie popchnęła i zainspirowała do tego, aby zająć się fotografią i samemu opowiadać takie historie obrazem. Po paru latach dostałem na zdjęcia Volvo V90 Cross Country w wersji Ocean Race. Kiedy pojechałem nim na plażę, żeby zrobić tam sesję, przypomniałem sobie o tym wyrywku ze starego magazynu. To była niesamowita klamra — od inspiracji i decyzji, do sesji dla Volvo na plaży nad Bałtykiem, w dodatku auta w edycji Ocean Race.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank

Piękna historia, ale jak to było z tą sesją? Jak wjechaliście na plażę, skoro nie można wjeżdżać samochodem w takie miejsca?

Z naszej strony wszystko było załatwione z urzędem morskim w Gdyni. Mieliśmy zgodę na wjazd na plażę i sesja odbyła się pod nadzorem strażnika, który wjechał tam z nami i pokazał, gdzie możemy być. W Polsce wjazd na plażę jest nielegalny i wiąże się z wielkimi karami. Nie chcieliśmy ryzykować wizerunkiem marki, więc wszystko odbyło się legalnie. Byliśmy tam dwa razy rano między 5 a 7 rano. Warunki były świetne: sierpień, chmury, wzburzona woda — to wszystko pięknie grało z fotografowanym samochodem. Ta sesja była początkiem długiej współpracy z Volvo.

Fot. Filip Blank

Niewiele osób potrafi sprawić, aby ich pasja stała się też pracą. Jak Tobie się to udało?

Po roku w Londynie rodzice ściągnęli mnie do Polski i oświadczyli, że wyjeżdżamy do USA. Tam spędziłem 6,5 roku, skończyłem Collage (niezwiązany z fotografią), ale cały czas robiłem zdjęcia, rozwijałem się i uczyłem nowych rzeczy. Łapałem się każdego zlecenia na zdjęcia, ale nie było to nigdy wystarczające, aby z tego żyć. Kiedy zdecydowałem, że wracam do Polski, stwierdziłem, że muszę wrócić do Warszawy, aby móc rozwinąć się zawodowo i tam szukać zleceń. Problem polegał na tym, że nie znałem tu nikogo, więc i o pracę fotograficzną było bardzo trudno. Musiałem z czegoś żyć, więc załapałem się na pracę za barem. Po roku takiej pracy bardzo chciałem zająć się już tylko zdjęciami, ale cały czas bałem się braku stabilności w zleceniach.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank

I wtedy pojawił się RAMP…

Tak, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem magazyn Ramp w Empiku, byłem tak zachwycony, że byłem gotowy pójść robić kawę i nosić aparaty chłopakom w redakcji. Byle tylko mieć możliwość pracy z Nimi. Przez szczęśliwy zbieg okoliczności okazało się, że moja kuzynka studiowała z żoną grafika, który pracował w Rampie i udało mi się zdobyć do niego maila, na którego wysłałem swoje portfolio. Nie miałem w nim ani jednego zdjęcia samochodu… ale Błażej Żuławski i Piotr R. Frankowski dostrzegli potencjał w mojej osobie. Kiedy nadarzyła się okazja, wzięli mnie na pierwsze zlecenie.

Kotlina Mocy, 2013 r. fot. Filip Blank

Kotlina Mocy, 2013 r. fot. Filip Blank

Kotlina Mocy, 2013 r. fot. Filip Blank

Kotlina Mocy, 2013 r. fot. Filip Blank

Kotlina Mocy, 2013 r. fot. Filip Blank

Kotlina Mocy, 2013 r. fot. Filip Blank

Kotlina Mocy, 2013 r. fot. Filip Blank

Kotlina Mocy, 2013 r. fot. Filip Blank

Jak wam się pracowało wspólnie?

Dogadywaliśmy się świetnie, ja bardzo szybko się uczyłem. Wstyd mi było pytać, jak czegoś nie wiedziałem np. jak najlepiej robić zdjęcia w ruchu, więc sam kombinowałem, aż zaczęło wychodzić. Panowie z Rampa byli zadowoleni ze zdjęć… więc tak to się zaczęło. Robiłem jakieś mniejsze sesje, których Błażej nie był w stanie zrobić, uczyłem się i zdobywałem doświadczenie i odkrywałem, że samochody i fotografia to jest to, co chcę robić w życiu.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank

Pierwsza sesja w Rampie to?

Bardzo dobrze ją pamiętam. To było Audi A8. Realizowaliśmy materiał dla grupy Volkswagen i ostatecznie został on wydrukowany osobno, ale to była pierwsza sesja wyjazdowa, gdzie wsiedliśmy w samochód i zrobiliśmy nim 1600 km. Mogłem doświadczyć tej przygody i zobaczyć, o co tak naprawdę w tym chodzi. Na własnej skórze przekonać się, że nie fotografujemy tylko samochodów, ale też to, co nam dają, i jak się dzięki nim czujemy. Pogoda była straszna, samochód był brudny, nie zawsze się udawało się go umyć po drodze. Najważniejsze było jednak, aby pokazać ten samochód podczas prawdziwej podróży. Strugi deszczu czy błoto dodawało charakteru, uwierzytelniało tę historię. Wtedy właśnie nauczyłem się, że nie chcę robić nudnych zdjęć samochodów jak z salonu. Każda sesja, każde zdjęcie, ma opowiadać historię.

Z takim nastawieniem podjąłeś się kolejnych zleceń, na przykład dla Bugatti. Łakomy kąsek, jak na początek współpracy.

Miałem wtedy dużo szczęścia. Błażej, czyli główny fotograf w Rampie, nie mógł pojechać, wykonać tę sesję, więc padło na mnie. To była sesja, która odmieniła moje zawodowe życie. Do tej pory to mój ulubiony projekt, mimo że stawiłem wtedy swoje pierwsze kroki.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank

Jaka jest historia tej sesji?

Udało się wtedy połączyć dwie sesje: dla Porsche i dla Bugatti właśnie. Najpierw pojechaliśmy do Stuttgartu, skąd wypożyczyliśmy Porsche. Potem udaliśmy się na południe Francji, gdzie realizowaliśmy sesje: jednego dnia Porsche, drugiego Bugatti. Już sama podróż była fajnym przeżyciem, a co dopiero możliwość fotografowania takich samochodów w takich miejscach. Wyobraź to sobie: dwa samochody pędzące po górze Mount Ventoux w górę i w dół. Dookoła rowerzyści, bo ta góra też jest jednym z najsłynniejszych odcinków Tour de France, więc jest tam też dużo kolarzy. Do tego świetna pogoda.

Fot. Filip Blank

Jakie modele samochodów wtedy fotografowałeś?

Bugatti Veyron, którego fotografowałem z historycznym Bugatti typ 51.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank

Gdzie potem trafiły zdjęcia?

Samochody były podstawione dla francuskiego magazynu, a my mieliśmy je dodatkowo na jeden dzień przed nimi. Potem wozy trafiły w ich ręce, a my wróciliśmy do Polski. Jakiś czas później, dowiedziałem się, że po sesji francuzów, ktoś włamał się do auta i ukradł im cały sprzęt fotograficzny, razem z kartami pamięci z ich materiałem. Okazało się, że zostali bez zdjęć. Trochę przypadkiem, byłem jedynym fotografem ze zdjęciami z tej sesji. Moje fotografie trafiły później na okładkę francuskiego magazynu Bugatti, który dostają tylko właściciele samochodów tej marki na całym świecie. Kilka ujęć zostało też wydrukowanych w Rampie i w paru innych miejscach. To była moja pierwsza okładka.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank

Ramp odszedł niestety dosyć szybko do historii, ale ty dalej fotografowałeś samochody na zlecenia.

Ramp na pewno pomógł mi zdobyć trochę znajomości i kontaktów w branży. Zobaczyłem, jak działa świat motoryzacji, zaliczyłem pierwsze odbiory samochodów do zdjęć. Wciąż pracowałem też Piotrem, a z Błażejem działam do dzisiaj. Z biegiem czasu miałem i mam okazję pracować dla wielu ciekawych marek, jak chociażby Grupy Pietrzak, która jest dystrybutorem w Polsce Ferrari czy Alpine. Cieszę się także ze współpracy z magazynem La Squadra Polska.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank

Dla wielu to, co robisz, to praca marzeń. Jak docierasz do klientów?

To była długa i trudna droga. W wypracowaniu sobie kontaktów pomogło mi to, że byłem trochę wcześniej na rynku. Kiedy zaczynałem, nie było takiej konkurencji, jak dzisiaj. Trafiłem dosyć wcześnie na media społecznościowe, które pomogły mi się rozpromować i zdobyć rozgłos. Teraz staram się nawiązywać relacje z nowymi markami, wysyłam swoje portfolio, propozycje i pomysły na sesje. Bardzo ważny jest networking, czyli budowanie znajomości. W mojej branży relacje z ludźmi to podstawa. Trzeba być miłym, ale też cały czas o sobie przypominać. Często publikuję różne materiały, także te autorskie, prywatne, a nie tylko zlecenia komercyjne. To pomaga zdobywać rozgłos i docierać do odpowiednich osób.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank.

Jeśli ktoś dopiero zaczyna w tej branży, to trzeba po prostu dużo fotografować i się uczyć, a potem starać się gdzieś pokazać. Dobrym pomysłem jest współpraca z redakcjami. Nawet małe wydawnictwa, twórcy na YouTube, blogerzy, mają już wypracowane pewne kontakty i zasięgi. Oferując współpracę, nie tylko budujemy swoją markę, ale też możemy dotrzeć do lokalnych dealerów czy marek.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że założyłeś Instagrama w 2011 r. Ciekawość czy widziałeś potencjał dla swojej promocji?

Jak zakładałem Instagrama, to mieszkałem jeszcze w USA. Interesowałem się nowymi technologiami, więc spróbowałem, z czym to się je. W tamtych czasach Instagram był dostępny tylko w App Store. Nie było wersji na Androida, którego miałem. Zdjęcia robiłem swoim smartfonem na Androidzie, a potem w pracy pożyczałem iPada z zainstalowanym Instagramem, żeby wrzucać zdjęcia. Wtedy nie spodziewałem się, że Instagram stanie się moim głównym miejscem do promocji, a zamiast szybkich zdjęć ze smartfona, będzie służyć jako portfolio zdjęć wykonanych aparatami.

Fot. Filip Blank
Fot. Filip Blank

Pracujesz dużo dla klientów z Polski, ale zdarzają ci się także zlecenia z zagranicy. I to całkiem ciekawe.

Chciałbym rozwijać się na zachód, bo tam cała scena motoryzacyjna jest ciekawsza. Jest więcej interesujących projektów, dostęp do lepszych samochodów. Wyjście na zachód to jest naturalna droga ewolucji i rozwoju. Jednym z takich projektów była sesja dla Toyoty. Moim zadaniem było wykonanie zdjęć na globalne kanały Instagrama i FB. Całość jest produkowana w Polsce, ale sesje odbywały się w Hiszpanii, Portugalii, RPA i na Słowenii. To wymagające projekty, ale ja widzę swoje zdjęcia w globalnych kanałach Toyoty, to mam dużą satysfakcję.

Fot. Filip Blank

Fot. Filip Blank

Fot. Filip Blank

Fot. Filip Blank

Jak wygląda realizacja takich sesji?

Przede wszystkim, to nie są tylko sesje fotograficzne. To duże projekty, w ramach których powstają także filmy. Na planach jest sporo ludzi, cała produkcja, pion filmowy. Nagrywanie wideo zajmuje najwięcej czasu, ale udaje się także znaleźć chwile na zdjęcia. Często robię zdjęcia w tym samym czasie, co filmowcy nagrywają. Jeśli na filmie dzieje się jakaś akcja, to zdjęcia też powinny pokazywać te scenki i samochody w tych sytuacjach. Dzięki temu potem zdjęcia i wideo współgrają ze sobą i można lepiej planować publikacje na Instagramie.

Pogadajmy trochę o sprzęcie, z którego korzystasz. Twoim pierwszym aparatem był Canon AV-1.

Wszystko zaczęło się w 2001 roku, kiedy pożyczyłem Canona AV-1 od mojego taty i zrobiłem nim pierwsze zdjęcia w życiu. Miałem wtedy 15 lat. Byłem zachwycony możliwościami, jakie dawał ten aparat i wkręciłem się w robienie zdjęć. Do czasu wyjazdu do Londynu robiłem zdjęcia tylko na kliszy. Nie mogłem sobie pozwolić na zakup aparatu cyfrowego. W Anglii udało mi się odłożyć trochę pieniędzy i kupiłem Canona EOS 5D. Używałem go aż 8 lat i to nim zrealizowałem wiele zdjęć w moim portfolio. Z 5D wiąże się też ciekawa historia.

Fot. Filip Blank
Leciwy Canon EOS 5D z gripem i EF 50 mm f/1.4. Fot. Filip Blank.

Słyszałem, że bardzo dobrze go znasz…

Pieniądze, które udało mi się odłożyć w Londynie wystarczyły za zakup samego korpusu Canon EOS 5D lub zestawu Canon EOS 20D z obiektywem 24-70 mm f/2.8. Kiedy poszedłem do sklepu zdecydowałem się na zestaw 20D + obiektyw, ale Pan wrócił po chwili i powiedział, że nie ma samego korpusu 20D, tylko z kitowym obiektywem, więc no może mi sprzedać takiego zestawu, jaki chciałem. Na szczęście wybrałem zatem Canona EOS 5D. Na zakup obiektywu EF 50 mm f/1.8 musiałem poczekać dwa tygodnie do najbliższej wypłaty. W tym czasie baaaardzo dobrze zapoznałem się z menu!

Filip Blank w swoim żywiole.
Filip Blank w swoim żywiole.

Przez lata byłeś wierny „piątkom”.

To dlatego, że aparaty z serii EOS 5D zawsze trafiały w moje potrzeby: rozdzielczość, szybkość działania, oraz możliwości wideo pozwoliły mi się rozwijać. W domu mam całe muzeum tych modeli: od Canona EOS 5D do 5D Mark IV. Od kilku miesięcy pracuję już na bezlusterkowcu Canon EOS R5.

Dlaczego przeszedłeś z lustrzanki na bezlusterkowca? Co dała Ci taka zmiana?

To była naturalna droga rozwoju. Canona EOS R5 doceniamy przede wszystkim za wysoką rozdzielczość. Od czasu do czasu realizuję zlecenia, które idą do druku w wysokiej jakości. Wtedy doceniam 45 megapikseli. Oprócz tego lubię ergonomię tego aparatu, a także wielkie możliwości wideo. Canon EOS R5 otworzył mi drogę do dalszego rozwoju także w świecie filmów. Wisienką na torcie było dodanie nowego oprogramowania wewnętrznego, które poszerzyło możliwości AF. Canon EOS R5, podobnie jak Canon EOS R3, potrafi teraz ustawiać ostrość na samochody oraz motocykle i je skutecznie śledzić.  Tego potrzebowałem! Canon EOS R5 idealnie trafia w moje potrzeby.

Od początku towarzyszą ci obiektywy o ogniskowej 50 mm. Czy to twoja ulubiona ogniskowa?

Korzystam z „pięćdziesiątek” już od czasów aparatów na klisze. To dla mnie naturalna ogniskowa, która mi odpowiada i trafia w rodzaj zdjęć, jakie robię. Teraz kupiłem RF 50 mm f/1.2 i jestem nim zachwycony. Jest ostry, ma genialną plastykę, AF działa błyskawicznie, nie jest duży, a bardzo jasny. Wiedziałem, że jak już przejdę na bezlusterkowce to będę musiał ją mieć. To jest mój ulubiony obiektyw.

Fot. Filip Blank
Petro Surf 2021, fot. Filip Blank.

Twój sprzęt pozwala Ci tworzyć niezwykle fotografie. Które wyprawy, sesje najbardziej zapadła ci w pamięć?

Dwa wyjazdy Mille Miglia, czyli historyczny rajd na dokładność, który od lat odbywa się we Włoszech. To prawdziwe święto motoryzacji. Nie ma drugiej takiej imprezy motoryzacyjnej, gdzie można na raz zobaczyć tyle historycznych, ale jeżdżących samochodów. Włosi kochają Mille Miglia. Ludzie stoją na ulicach, żywo reagują na samochody, piją kawę w kawiarniach i machają do przejeżdżających motoryzacyjnych perełek. W powietrzu czuć zapach spalin, dookoła są pięknem włoskie krajobrazy, panuje niesamowita atmosfera. Trasa tego rajdu wynosi 1600 km, czyli 1000 mil przez Włochy. Biegnie różnymi trasami, ale głównymi punktami są Brescia, Rzym i ponownie Brescia. Samochody poruszają się w normalnym ruchu ulicznym przez miasteczka, przełęcze, piękne drogi. Jestem pasjonatem motoryzacji, więc dla mnie udział w tych wydarzeniach, był czymś wyjątkowym. Chciałbym to powtórzyć.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Jak tam trafiłeś?

Współpracuję z serwisem WP Autokult, który był odpowiedzialny za przygotowanie relacji dla jednego ze sponsorów tego wyjazdu. Ich zespół startował w tym wyścigu. Byłem częścią zespołu, który tam pojechał, aby przygotować relację fotograficzną i filmową. 

To musiało być duże wyzwanie. 

Możliwość fotografowania w trakcie Mille Miglia to było ogromne przeżycie, ale też ciężka praca. Codziennie spędzaliśmy wiele godzin, goniąc samochody biorące udział w wyścigu. Jako ekipa mediów, nie jechaliśmy cały czas za nimi, tylko staraliśmy się wybrać najciekawsze momenty, gdzie można zrobić dobre zdjęcia i filmy. Po zebraniu materiały w danym miejscu wskakiwaliśmy do samochodu i wpadaliśmy na pobliską autostradę, aby dotrzeć do kolejnego miejsca przed uczestnikami rajdu. W Mille Miglia startuje ok. 500 samochodów, więc cały rajd jest mocno rozciągnięty, co dodatkowo utrudniało logistykę.

W terenie pracowaliśmy od 6:00 do 22:00. Po powrocie do hotelu musiałem jeszcze siedzieć po nocach, aby wybrać i obrobić zdjęcia, które miały się pokazać online następnego dnia rano. To były wycieńczające 4 dni, ale będąc w tym wirze wydarzeń, nie pamięta się o zmęczeniu. Emocje są ogromne, tyle się dzieje. Jeżeli ktoś kocha motoryzację, to na pewno zachęcam, żeby pojechać i zobaczyć Mille Miglia na żywo — jako uczestnik, czy obserwator. To jest coś naprawdę niesamowitego. 

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

To nie wygląda jak opis pracy dla każdego. Co powoduje, że się pisałeś na tak ciężką pracę?

Dużą rolę odgrywa moja pasja do motoryzacji. Gdybym nie kochał samochodów, to bym szybko zrezygnował i powiedział, że to się nie opłaca, że to nie jest warte takiego zmęczenia i biegania.

Czego się wtedy nauczyłeś?

Rajdy Mille Miglia pogłębiły moją miłość do samochodów i fotografii. Biorąc udział w takich wydarzeniach, zawsze szczypię się w rękę, bo nie dowierzam, że to dzieje się naprawdę. Pod względem fotograficznym, nauczyłem się pracować w dużym chaosie, pod presją czasu. Na Mille Miglia trudno jest robić zbyt konkretne plany, zbyt dużo się dzieje i zmienia jednocześnie. Trzeba być dynamicznym, elastycznym, dostosowywać się do sytuacji. Mogłem też poszerzyć swoją wiedzę o samochodach, głównie tych historycznych. Były modele, które nie tylko pierwszy raz widziałem na oczy, ale też pierwszy raz się w ogóle o nich dowiedziałem! Wydarzenia tego typu to także doskonała okazja do poznawania ciekawych ludzi, budowania kontaktów, uczenia się od nich.

Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.
Mille Miglia 2019, fot. Filip Blank.

Wydarzenia jak Mille Miglia są świetne, ale to tylko mały fragment twojej pracy. Jak zatem wygląda normalny dzień pracy fotografa motoryzacji?

Są zlecenia, kiedy biorę samochód i spontanicznie gdzieś jadę, poszukując ciekawych miejsc na zdjęcia. Zazwyczaj dowiaduję się o potrzebie wykonania zdjęć tuż przed. Samochód dostaję na 1-2 dni. Wtedy nie ma specjalnie czasu, żeby coś zaplanować w szczegółach, czy gdzieś dalej pojechać. To są szybkie, proste sesje, które muszą się odbyć na terenie Warszawy czy w jej okolicach. Jak widać, często towarzyszy mi spontaniczność, ale takie są realia tej pracy.

Fot. Filip Blank.
Zdjęcie z sesji dla Kia Polska. Canon EOS R5 + RF 50 mm f/1.2. Fot. Filip Blank.

Zdarzają się oczywiście także większe sesje, które mogę, a nawet muszę dobrze zaplanować. Wtedy połowę czasu realizacji zabierają mi plany, poszukiwanie odpowiednich miejsc, załatwiania różnych zgód itp. Druga połowa to sama sesja i jej późniejsza obróbka.

Najciężej jest, kiedy zbiegnie się kilka zleceń jedno po drugim. Ostatnio byłem na zdjęciach na Dolnym Śląsku. Po całym dniu pracy wróciłem do Warszawy, oddałem samochód, wziąłem przygotowaną wcześniej walizkę i pojechałem prosto na lotnisko. Stamtąd poleciałem do Austrii i na Słowenię. W trakcie takich maratonów zdarza się, że nawet nie śpię, albo śpię bardzo krótko.

Fot. Filip Blank.
Fot. Filip Blank.

Co na to twoja rodzina?

Rodzina bardzo mi pomaga, lubię z nimi jeździć na zdjęcia. Mój dwuletni synek mnie obserwuje i próbuje naśladować. Ostatnio kupiłem sobie model samochodu. Zrobiłem mu kilka zdjęć na Instagrama i dałem synkowi. Chwilkę się nim pobawił, a potem przyniósł swój drewniany model aparatu i zaczął robić zdjęcia samochodowi. To było coś niesamowitego. Widzi, jak robię zdjęcia samochodom i mnie naśladuje. Kiedy tylko mam możliwość to staram się zabierać rodzinę na sesje. Świetnie spędzamy wspólnie czas, bo moja żona też kocha samochody.

Życzę Ci zatem więcej takich wspólnych sesji i ciekawych wyjazdów! Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Basel

Dziennikarz, fotograf, twórca treści marketingowych z ponad 15-letnim stażem. Od lat związany z mediami foto i tech. Przez niemal dekadę prowadził największy polski serwis o fotografii Fotoblogia.pl. W swoim życiu testował większość najważniejszych aparatów. Uwielbia podróżować z małymi, lekkimi i pięknymi aparatami. Ceni szczery fotoreportaż, fotografię uliczną, architektoniczny minimalizm, zdjęcia pokazujące prawdziwe życie, ale i intrygujące ujęcia z drona, dzięki którym odkrywa otaczający świat na nowo.

Więcej w kategorii: Wywiady

Wywiady

Zbigniew Furman: portret autorski i fotografia dzieł sztuki [wywiad]

Wywiady

Wszystko o wydrukach i odbitkach fotograficznych. Rozmawiałem z Piotrem Olekiem

Poradniki

Weekendowy City Break z aparatem. Co zrobić, aby przywieźć dobre zdjęcia?

Rzetelne testy naszych specjalistów

Poradniki

3 powody, dlaczego warto wybrać karty pamięci Angelbird

Testy

4 powody, dla których Fujifilm X-T4 to mistrz uniwersalności

Testy

Canon EOS 6D Mark II i EF 100 mm f/2.8 L Macro IS USM to optymalny zestaw do zdjęć stomatologicznych

Zapisz się do newslettera

i bądź na bieżąco